Najtrudniejsze pytanie rekrutacyjne a zarazem jedyne, które pojawia się przy okazji starania się o prace bez względu na stanowisko czy charakter pracy – to pytanie: ile chce PAN/PANI zarabiać??

ILE JA CHCĘ ZARABIAĆ???

Oczywiście, że chcę zarabiać maksymalnie dużo, maksymalnie najwięcej ile dana firma jest wstanie płacić. Chcę zarabiać tyle, ile jestem warta… sick. Co to znaczy warta?? Warta jestem wiele. Biorąc pod uwagę moje doświadczenie, kompetencje, wykształcenie, nabyte umiejętności, etc. Tylko jak to wszystko wycenić?

Umiemy wycenić produkt wyprodukowany, gdyż zakup materiału do wyrobu kosztował „x”, koszt nakładów pracy kosztował nas „y”; do tego prąd, amortyzacja maszyny, paliwa, podatki kosztowały nas „z” plus koszty dystrybucji, itd. wszystko to jest policzalne.

Gdyby przyjąć podobny schemat nakładów poniesionych celem uzyskania tytułu magistra (5 lat studiowania w prywatnej uczelni + mieszkanie + dojazdy + inne koszty typu wyżywienie, koszty egzaminów poprawkowych) to uzbierała by się kwota zapewne w okolicach 100 tys. zł – dla osoby uczącej się zaocznie i dojeżdżającej do uczelni co najmniej 100 km w jedną stronę. Do tego doliczmy studia podyplomowe, ewentualne MBA czy kursu doszkalające, mamy kolejne 100 tys. Za czas zdobywania doświadczenia przyjmijmy, że płacił nam pracodawca u którego zdobywaliśmy ów doświadczenie, często bardzo dużo niższą stawkę, zresztą sprawiedliwie, no bo przecież zdobywamy doświadczenie i się uczymy. Ciężko jest tu wyliczyć koszt innych wyrzeczeń, jakie ponosimy w związku z tym, że  podnosimy swoje kwalifikacje i się edukujemy. W przypadku osób posiadających rodzinę i dzieci, dochodzą koszty opieki nad dziećmi oraz niepoliczalny koszt upływającego czasu.

No i teraz, co, jak wycenić swoją pracę? Te, przyjęte dwieście kilka tysięcy powinno zwrócić się po jakim czasie?? roku, dwóch latach. No niestety, nie da rady, gdyż zgodnie z hasłem „uczymy się przez całe życie, czyli kształcenie ustawiczne” nadal uczęszczamy na jakieś kursy, szkolenia, studia podyplomowe, a więc nakłady pracy rosną. I to wcale nie wprost proporcjonalnie do osiąganych dochodów.

Pracodawcy!!! po co bawić się w chowanego i zadawać pytanie ile Pan/Pani chce zarabiać?? od razu podać wysokość wynagrodzenia, jakie zostało przeznaczone na dane stanowisko. Przecież każdy z Was dobrze wie jaki ma budżet, ile chce przeznaczyć na danego pracownika. Oczywiście zaraz ktoś powie, hola, hola, ale pracownik jak będzie bardziej wydajny to może zarabiać dużo więcej i jeśli chce zarabiać 10 tys. miesięcznie to proszę bardzo, ale niech odpowiednio dużo przyniesie do firmy.

Ok. ZGADZAM się w całej rozciągłości. Ale to już jest tzw. partycypacyjny system wynagrodzeń, który powinien funkcjonować w każdej firmie (o tym systemie chyba kiedyś tez napiszę). Oprócz tzw. premii istnieje też tzw. podstawa, która umożliwia tzw. higienę pracy, a ta higiena pracy to wcale nie jest kwota jaką ja chcę zarabiać (bo zarabiać chcę dużo), ale moja podstawa, która pozwoli mi pokryć moje miesięczne koszty utrzymania.

W najlepszej sytuacji są osoby, których praca jest dziś deficytowa, np. spawacze, monterzy, elektromechanicy. Oni dziś dyktują warunki zatrudnienia i wysokość wynagrodzenia. Niestety nie jest ono wprost proporcjonalne do nabytych umiejętności, tylko wyliczane jest na podstawie deficytu jaki panuje na dzisiejszym rynku pracy.

Z powyższego wynika, że ogółem wszyscy wiemy ile kosztuje praca, także zastanawiam się nad sensem postawionego na wstępie pytania – Ile Pan/Pani chce zarabiać? Czy w ogóle ów pytanie jest zasadne i ma jakiś wpływ na wynik rekrutacji. Gdyż, w przypadku zawodów deficytowych zapłacimy prawie każdą sumę, aby tylko ktoś tę pracę wykonał. W przypadku managerów zapłacimy tyle, na ile firmę stać. A w przypadku zawodów „budżetowych” zapłacimy tyle, ile przyjęto w rozporządzeniu bądź zarządzeniu nadzorującego dany organ administracyjny.

Pytanie się aplikującego o pracę, o wysokość zarobków to tak jak pytanie się kupującego samochód, czy chce Pan auto z kołami czy bez??

Oczywiście, że z kołami… pytanie tylko czy koła mają być 16 calowe, 17-to, a może 20 calowe… a może jeszcze chcemy otrzymać zimówki w gratisie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *