W swoim życiu pełniłam wszystkie trzy te role. Wiem, wiem, zaraz rozgrzeje się burza co do drugiej roli „niegrzecznej dziewczynki”. Manager w spódnicy była wtedy żoną swojego męża, do obowiązków której należało być dobrą żoną, matką i kochanką swojego męża.

Na początku swojej kariery zawodowej pracowałam w różnych firmach, głównie usługowych, nastawionych na klienta i uzależnionych od niego. Wykonywałam prace biurowe. Od prostych typu: wystawianie faktur, odbieranie telefonów. Kończąc na sprzedaży, tworzeniu i obsłudze programów czy zarządzanie dużymi projektami. Już wtedy, jako młoda dziewczyna pokazywałam się od strony managera i w tej roli czułam się najlepiej. Ciężko mi było się podporządkować, zwłaszcza w momencie, kiedy wiedziałam, że dane zadanie można wykonać lepiej. To były niestety czasy, kiedy mało wiedziano o zarządzaniu. Firmami kierowały osoby totalnie nie przygotowane do prowadzenia biznesu i zarządzaniu ludźmi. Wszystko było wykonywane intuicyjnie. Szef miał zawsze racje. To był rynek wyłącznie pracodawcy. Najczęściej pracodawcy dyktatora.

Po dwutysięcznym roku wkradał się powoli na polski rynek coaching. Oferta szkoleń poszerzała się o kursy doskonalenia kompetencji miękkich. W ofercie szkół wyższych pojawiały się studia MBA i rożne studia podyplomowe w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi. Manager w spódnicy oczywiście pokończyła te wszystkie zacne uczelnie i kursy. Posiada dyplomy (w szufladzie) i stwierdza jedno: najlepszą szkołą zarządzania jest szkoła życia. Pod warunkiem, że uda nam się trafić na dobrego mentora i przewodnika oraz że będziemy umieli zatrzymać się na chwilę i ocenić całość sytuacji z boku. Zaraz wszyscy się zapytają co to znaczy dobry mentor. Otóż to taka osoba (coach), który pozwoli Ci na błędy (na swoich najlepiej się życia nauczysz), który poda Ci wędkę, a nie rybę i nie będzie Ci prawił wciąż komplementów tylko jeśli nie będziesz nadawać się do danej czynności to powie Ci „Zmień zawód”. Poza tym sama poczujesz czy dobrze się czujesz w towarzystwie Mentora/Coacha i nie udajesz kogoś innego, niż naprawę jesteś.

W dniu kiedy zmęczyli mnie szefowie/dyktatorzy postanowiłam zostać żoną swojego męża, ale nie trwało to długo, gdyż nie nadaję się do roli Perfekcyjnej Pani Domu. Po roku czasu wróciłam do łask firm, tym razem od razu na „wysokie krzesło” z którego sama się zrzuciłam, po stwierdzeniu że uczeń przerósł mistrza i czas się usamodzielnić.

Mądra dziewczynka otworzyła swój własny biznes, a raczej przejęła biznes, którym przez ostatnie lata zarządzała. Zarządzała również wielokrotnie źle, ale o tych błędach w zarządzaniu będzie oddzielny wpis.

Po wielu niepowodzeniach, a raczej trudnościach wprowadzeniu własnego biznesu zastanawiam się czy faktycznie byłam mądrą dziewczynką, decydując się na brak stabilizacji, na brak pensji 10-go każdego miesiąca i decydując się na wieczne oczekiwania swoje Partnera, który codziennie zadaje mi pytanie: no kiedy wreszcie będzie dobrze??

Tak, byłam mądra, bo się nie poddałam, bo walczyłam o swoje, bo dzięki temu poznałam siebie, swoje możliwości i prawdziwe potrzeby. Odnalazłam swoje powołanie, a tak w ogóle to poznałam oblicze wielu ludzi, ale głównie odnalazłam siebie. Wiem teraz w jakim miejscu zawodowym jest mi najlepiej i w czym najlepiej mogę się spełniać. Gdyby nie ta moja „mądra dziewczynka” to nie byłoby by tego bloga, który powstał w chwilach największych porażek zawodowych. Ciągle jestem w drodze i cieszę się że nią jadę, mimo że czasami wyboista, a czasami znajduję się na autostradzie. Bynajmniej nie stoję w miejscu.

Na zakończenie tylko powiem, że każda z nas musi znaleźć dla się „dziewczynkę” która jej odpowiada i w skórze której będzie czuć się będzie najlepiej. Jedne z Was będą chciały całe życie być grzeczne, inne niegrzeczne, a jeszcze inne mądre, ale to nie znaczy że jedne są lepsze od drugich. Każda jest inna. I każda jest na tym świecie potrzebna.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *